O mnie
Cherris
25
,
Białystok
Wredna, ale kochana baba, z wiśniowym aromatem lata.
W kilku się nie da.
Zobacz mój profil



Pod obrazkiem
piosenka :)


Podoba Ci się mój blog? Tak? To kliknij tu. Z góry dziękuję.
Aktualna liczba głosów:
 
878
Było minęło i dobrze.
Rok 2010
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec


2010-02-07 dozobaczone i zachwycone
pępowina off

drogi świecie

pilnie potrzebuję
najnowszej wersji
instynktu samozachowawczego

straszne robię głupstwa
prześlij aktualizację na

ja małpa

wyobraź sobie
że dopiero się
urodziłam

i wszystkiego
trzeba mnie
nauczyć

od nowa

nie mam odruchów
przywróć ustawienia fabryczne


źródło: Bajka http://bikersgirl.blog.pl/


2010-02-06 Co Paris Hilton ma pod wycieraczką?
Kiedyś założyłam akcję protestacyjną "Czynny sprzeciw przeciw absurdowi". Akcja miała na celu podburzanie pilnych i grzecznych uczniów katolika przeciw totalnej głupocie wszechpanującego tam księdza potocznie zwanego Gralem. To że Gral był ograniczony, to mały pikuś, gorzej, że szkodził osobom w swoim otoczeniu, bo jego głupota była wszechogarniająca. Stąd też moja akcja. Powiedzmy, że nawet były jakieś wyniki, bo więcej osób niż tylko ja, nosilo niebieskie oporniki na torbach i plecakach. No z tego jestem dumna. Oczywiście oporniki były równie absurdalne, jak i akcja, bo nikt nie robi niebieskich oporników, a z tego co wiem niebieskie bywają inne takie podobne opornikom z dwoma drucikami, ale może na ten temat niech wypowie się ktoś bardziej kompetentny niż ja.

Otóż jakiś czas po akcji protestacyjnej doszłam do wniosków, przy których trwam sobie do dziś, że aburdalny aburd jest przegenialny i pozwala nie zwariować w tej durnej rzeczywistości. Stąd też moje Mrożkowe i Gogolowskie uwielbienie, ach i jeszcze "Najpiękniejsza para piersi na świecie" Topora, no czyż może być coś bardziej smakowitego? Trzeba być naprawdę czubniętym, żeby widzieć w absurdzie rzeczywistość, tylko taką bardziej.

Na dobrą sprawę wszystko jest totalnym absurdem, ale już to, że jadę na Pomorze z Panna idealną Joanna- to groteska- zupełny abstrakt, który w dodatku sieje grozę. Będzie co najmniej dziwnie, a właściwie i straszno i śmieszno. To tylko tydzień. Przecież przez tydzień mogę robić wiele różnych śmiesznych rzeczy, prawda? Mogę duuużo czytać, trochę popisać, posłuchać muzyki, pogadać na gadu i starać sie być ponad to, bo inaczej moze dojść do zejść śmiertelnych z użyciem narzędzi tak tępych, jak łyżeczka do herbaty przypadkiem ulokowana w czyimś oku.

Pozdrawiam -Cherris

PeeS
Co Paris Hiltona ma pod wycieraczką?

Ma posprzątać.
2010-02-04 "rozmyty, chodzę niewyraźnie nasłuchując trzasków z winylowej płyty"
Wróciłam już do domku. Powitał mnie komitet powitalny zaopatrzony w gorący obiad (ave wątróbko z cebulką!) oraz stertę pretensji, która to obnazyła sie po skonsumowaniu pozywienia. Bida z nyndzą. Nieważne. Staram sie być ponad to i udaję, że wcale mnie to nie obchodzi, że generalnie nic do siebie nie biorę, a wszystko mi wisi i dynda gdzieś u kostek. Ale nie wisi i nie dynda- dotyka i boli do żywego. W dodatku moja mózgownica płata mi figle i śnią mi sie koszmary. Ja wiem, że nie bez powodu, że to dlatego, że nie potrafię przerobić wszystkiego świadomie i psycha radzi sobie z tym na swój sposób - bolesny, upierdliwy i w dodatku atakujący z nienacka, ale cóż ja mogę? A nieważne- samo przyszło, samo pójdzie. Mam wrażenie, iż powinnam coś zrobić, ale staram się nie robić nic pochopnie. Kurde, nawet nie mam za co się napić, żeby nie myśleć i chwilowo sie znieczulić. Odlatuję z Fiszem. Boże, dzięki Ci za Fisza!

A teraz przygód kilka wróbelka świrka.

Zachciało się kobiecie kultury. Zachciało się performensu. Zachciało sie teatru. I co wyszło? Wyszło szydło z worka, że Cherris jest odporna na sztukę, nie kuma co poeta miał na myśli. Byliśmy z panem Ka na spektaklu w centrum Zamenhoffa i... no i co tu by napisać, żeby nie skłamać i nie wyjśc na buraka. Hmmm... weszła pani powyginała się na różne sposoby, rozebrała się do naga, w międzyczasie kontynuując wyginanie, przeginanie, odginanie i kroczenie (uwaga! w tym kontekście wyraz ten nabiera podwójnego znaczenia, bo oprócz chodzenia znaczy również świecenie kroczem. Dosłownie.). Na tym etapie chciało mi się śmiać, ale nie tyle z pani, co z publiczności, która robiła tak bardzo mądre miny, że czułam miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Później pani się rozebrała, a że zgrabna, więc jej to wybaczamy i żaden widz szoku estetycznego raczej nie doznał, chociaż cholera wie. Po rozebraniu się, czemu również towarzyszyło wyginanie, przeginanie i kroczenie, pani ograła położone wcześniej ubranie wierzchnie. Trzeba przyznać, że zrobiła to rewelacyjnie, chociaż ja tam za bardzo na tym sie nie skupiłam. Za bardzo byłam zajęta oglądaniem jej samej - ot i zaczyna wychodzić mi słoma z butów. Moje wnioski były takie- zgrabna, szczupła, żadnych rozstępów, ani celulitisu, piersi takie w sam raz, ale jedna bardziej, dolne partie pełna kulturka bez kurewskiego paseczka, tylko tak normlanie i bez chaszczy.

Byłabym totalnym burakiem kulturalnym, jakbym tylko to zauważyła i amen. Otóż od pełni buractwa ratuje mnie wrodzona wrażliwość na słowo. W całym spektaklu pojawił się tylko tekst R. Krynickiego "Czterdziestoletnia kobieta". Inetrpretacja tekstu mnie zabiła i w sumie tylko po to warto było iść patrzeć na uprzednie wyginanie.

To jest moje zdanie na temat spektaklu. Nie ukrywam, że zgromadzone tam gremium wyraziło się zupełnie odmiennie, ale ja nigdy chyba nie byłam "jak wszyscy" i zawsze coś bardziej, albo mniej. A z resztą co ja tam mogę wiedzieć o teatrze. Ja gram Misię Pysię w "Małpce Tiki z krainy Afryki".

Cherris- dziś nieco mniej.

PeeS
Dla ciekawych i zainteresowanych bardziej profesjonalna recenzja spektaklu.
TU
2010-01-29 sinuoida leci w dół
Było pięknie, miło i się spierdoliło. Ja wiem, że wszystko co mi się wydaje to tak mi sie tylko wydaje. Wiem, że to co czasem czuję, czuję na opak. Wiem, ze nie powinnam ufać temu co widzę, słyszę, ale jeżeli nie mogę zawierzyć w swoją intuicję i generalnie sobie, to komu? Po raz kolejny dostałam po dupie, żeby się nie pakować w towarzystwo, które mnie ignoruje, a jak o coś pyta, to z czystej kurtuazji. Jak zawsze sie nie odnalazłam i coś pierdolnęłam, a co nowego? Jak mogłam być tak naiwna, że kogoś zainteresują moje pierniczki, bułki, praliny. nie każdego jara to samo, a ja ciągle o tym zapominam, tylko to takie przykre, jak ktoś bliski staje się nagle obcy. Wiem jak się czuje ryba bez wody, w dodatku tylko ta ryba wie, że nie ma tej wody.

Przepraszam za takie smęty, ale czasami PMSy uzasadnione i nie dopadają także po okresie.

Cherris- w nastroju zupełnie nieprzysiadalnym.
2010-01-26 joł, joł! boollywood szoł!
Pamiętacie, jak kiedyś napisałam po zakupach pięknego szala, ę mama kswitowała szal tekstem o nowym obrusie? Zapewne nie pamiętacie, ale to nic, bo dziś... wdług mamy kupiłam firankę. :D

Zaszalałam w ciucholandzie i kupiłam sobie śliczne pomarańczowe sari haftowane złotem i cekinami. Babka mi je sprzedała jako wyjątkowo długi szal. No jakby nie patrzeć, to jakieś 5m materiału. Nie mam pojęcia po co to kupiłam, ale było tak śliczne i wołało do mnie z kosza: "Weź mnie! Będę Twoje i nie opuszczę Cię, aż się spruję!", że nie miałąm serca. Przy okazji zaadoptowałam dwoje z jego rodzeństwa, bowiem napatoczyły się dwa śliczne szale. A wszystko po okazyjnych ciucholandowych cenach: 5 i 7zł za sztukę.

Po przegrzebaniu sieci okazało się, że te szale mają swoją szałową orientalną nazwę i są to: dupatty i bynajmniej z dupą mają tyle wspólnego, o ile się je na rzeczonej zakręci. Z lekką ręką 2 metry materiału można śmiało okręcać do okoła tyłka, aczkolwiek z pochodzeniem nazwy ma to się nijak. Metodą dedukcji doszłam też do tego, że śliczny obrus, który nabyłam dużo wcześniej i nosiłam sobie jesienią do płaszczyka, to nic innego, jak też dupatta, tyle, że odmiana na chłody. Normalnie szok. Godzinka grzebania sie w sieci, a ja się dowiaduję, że mam tez kilka innych ubranek orientalnych, o których wcześniej tylko twierdziłam, że są śliczne i oczywiście ani razu ich nie miałam na sobie. Ale przeciez kto kupuje na ciuchach przepiękne, muślinowe, wyszywane i przezroczyste ubrania, żeby je nosić? U mnie ich zadanie ogranicza się do leżenia w szafie i pojawiania się na mnie, ale tylko w wyobraźni i koniecznie w pięknym palacu z setką komnat, z milionem poduszek, wielkimi łożami z baldachimem, wanną wpuszczoną w podłogę i koniecznie ze stadkiem wiernych sług, broń Boże, żeby eunuchów. Ech... słudzy to osobny dzial, ale oczywiście mieszczący się w marzeniu z piękną tuniką w tle.

W sumie pomysl mamy z firanką nie jest głupi. Mam pomrańczowe ściany, rolety, to i taka pomarańdża na oknie nie zaszkodzi. Dżizas! Będę miała sukienkę na oknie robiącą za firanko-zasłonkę! O rany, to się porobiło. Jak tak dalej pójdzie, to znajdę jeszcze indyjskie majtki i zrobię z nich poduszki. :D

Było tego.

Pozdrawiam starym praindoeuropejskim zawołaniem tureckich górali: Siemka bejbe!

Cherris
2010-01-21 może morze
Zima na Warmii

To jedno z lepszych zdjęć, ktore zrobiłam na Warmii. Niestety jego jakość daje mnej więcej pogląd na to jak wygląda reszta zdjeć, bo jest do bani. Już tlumaczę dlaczego. Otóż zdjęcia były robione z wnętrza samochodu jadącego jakieś 90-100km/h, w dodatku strasznie brudnego, zatem wyglądają tak a nie inaczej, a szkoda, bo było pięknie.


Zima nad morzem
A oto proszę Państwa widok na morze w Gdyni. Cały tydzień byliśmy w Trójmieście. Ech... to byl ciężki tydzień. Właściwie jeszcze trwa i baaardzo chciałabym wrócić do domu. No nic... jeszcze jutro zabawa choinkowa, potem o 16:30 przedstawienie w Elblągu i jedziemy do domku. Czyli teoretycznie na 24 będę już w Białymstoku.

Aj, kończę już te nudzenie.

Cherris

2010-01-17 Pomorze nie pomoże...
Drodzy czytaczo-zaglądacze, jestem aktualnie w Trójmieście. Jak na razie wnioski z podróży są dwa: Trójmiasto pochmurną porą jest brzydkie i szare, morze zimą jest piękne, ale wieje jak jasna cholera. Niestety mój tydzień pracy zaczął się w niedzielę, a skończy się w piatek w nocy, ale co mnie nie zabije... Póki co przepraszam za brak zdjęć, ale nie mam pojęcia jak je przesłać na Stefana bez uzycia kabla. Jakby ktoś znał skuteczny sposób, to ja reflektuję, bo jeszcze zdjęcia ze słonecznej i śnieżnej Warmii czekają w kolejce.

Drogie żuczki ja zmykam spać, a przygodach inną razą.

Pozdrawiam
Cherris
2010-01-13 Podróżologia.
Dziś śpimy w Iławie. Ciężko napisać coś o urokach miasta, które śpi nad brzegiem jeziora, przykryte białą czapą śniegu. Ludzi na ulicach prawie brak, tak jakby niebieska biel zatrzymywała ich w domach. W środku miasta jest jezioro, również śpiące, ale za to oprócz śniegu jest pokryte szlaczkami śladów zwierząt. Puste ławki wokół zamarzniętej wody, na biało przypominają o lecie, kiedy siedziały na nich kochające się pary, rodzinki z dzieciakami na niedzielnych spacerach, czy też smutni przyszli samobójcy, przytłoczeni ogarniającą i pochłaniającą zielenią. Ciężko napisać coś o mieście, które po południem już śpi. Jedynie światła w oknach przypominają o tym, że nie jest zupełnie wyludnione.

Jadąc z Olsztyna do Iławy przejeżdżaliśmy przez zaśnieżone łąki i lasy. Widok o tyle niezwykły, że zadziwiał wielością odcieni śniegu. Śnieżny krajobraz miał wiele kolorów, ale z pewnością nie był biały. Najpiękniejsze połączenie barw śniegu, to kolor morelowy promieni zachodzącego słońca i błękit bieli tam, gdzie słońce niedocierało. Widząc takie krajobrazy, chciałoby się być malarzem, żeby móc może nie tyle namalować te kolory, co chociaż je nazwać. Właśnie po raz kolejny zakochałam się w naturze i myślę, że będzie to miłość dozgonna, choć czasem być może nie do końca odwzajemniona.

Próbowałam zrobić jakiekolwiek zdjęcia, ale jechaliśmy stanowczo zbyt szybko, żeby aparatem w telefonie złapać biały tyłek sarenki, albo jej zdziwione oczyska, a co dopiero cały wachlarz kolorów, które pokazał nam zima. Ech… pomimo wysiadania z samochodu prosto w zaspy, śniegu w butach, soli na spodniach i tak kocham tę białą_niebiałą zimę, oczywiście dopóki się nie topi, bo wtedy też stanowczo topnieje moja miłość do niej. ;)

Pozdrawiam
Cherris

2010-01-12 Dzin dybry każdemu
Drodzy Państwo czytacze i zaglądacze,
jeśli jesteście z firmy w której pracuję i chcąc niechcąc staliście się bohaterami mojego bloga i niebardzo Wam się to podoba, to informuję Was, że mam to w dupie. Piszę co chcę, jak chcę i kiedy chcę, a wasze problemy i kompleksy mnie zupełnie nie interesują. Jak ktoś przeczytał o sobie niepochlebną opinię, to jest jego problem. I było na tyle w tym temacie.

Aktualnie jestem w trasie w Olsztynie. Normalnie jest to kolejne miasteczko, które ma w sobie "to coś", jeszcze nie wiem co to takiego, ale można mi wierzyć na słowo, jest to jedno z dziwniejszych miast, jakie widziałam. Wszystkie drogi tu prowadzą prosto, nie ma korków, za to są górki, pagórki, jeziora. Oj kusi mnie ten Olsztyn tym, żeby przyjechać tu kiedyś na dłużej, zwłaszcza, że jest tu bardzo tani nocleg w samym centrum miasta. Tu daję linki, jakby komuś wpadło do głowy przyjechać do Olsztyna nieco dłuzej niż kilka godzin: schronisko.

Na razie tyle, a o przygodach Cherrisowych dowiecie się w kolejnym odcinku.

Pozdrawiam
Cherris


PeeS
Podziękowania Agniesiątku, bo tak, za rozmowę- reszta też może jej podziękować, bo może bym tu nie zajrzała, ale dwa zdania zrobiły swoje.

Podziękowania Panu Ka, dzięki któremu nie zwariowałam do końca, no i który umozliwił mi korzystanie z internetu w trasie.
2009-12-01 Z pamiętnika podróżnika ;)
Drodzy czytacze, ja- ostatnio nadzwyczaj mobilne dziecko, jeżdżę tu, tam, siam, tu zagram, tam nasieję lipy i taka to praca. ;D Najlepsze jest to, że mogę zobaczyć te miejsca, o których siedząc w domku na tyłku nawet bym nie usłyszała. Wbrew pozorom zza szyby samochodu sporo widać. Jedyne czego żałuję, to braku możliwości tego co chciałabym zobaczyć od wewnątrz. Na ten przykład: widzę niesamowity zamek, który wyglada tak, jakby nawet w dzień w nim straszyło i aż korci, zeby wejść na jego najwyższy punkt, ale nie! trzeba popatrzeć z samochodu, bo spieszymy się na spektakl, na nocleg, żeby zdążyć przed korkami. Jak nie urok...

W ten sposób powstaje magiczna lista miejsc, do których chciałabym wrócić. Jak na razie na pierwszym miejscu jest Warmia i Wielkopolska. Szczególnie w pamięć mi zapadła miejscowość Golub- Dobrzyń z wielkim zamkiem na wzgórzu, zabytkową starówką i klimatem średniowiecznego miasteczka. Z resztą wyobraźcie sobie taki obrazek: wyjeżdżamy z Golubia, a tu drogą idzie sobie starszy pan w kufajce, walonkach, ma brodę do piersi i wielki spiczasty filcowy kapelusz- generalnie wygląda jak Gandalf w wersji "polski folk", tyle że w kamizelce odblaskowej. Owy pan prowadzi stado kóz poubiernych w kamizelki odblaskowe, a my aż stanęliśmy na środku drogi z wrażenia.

To byłoby na tyle z przygód Świrka- inne wrażenia kiedy indziej.


Pozdrawiam- Cherris


PeeS.
Notkę sponsoruje Rafał, który pozwolił mi pokorzystać ze swojego neta. DZIĘ-KU-JĘ!!!


Troszkę cyferek
Tylu przyszło:
 
17758
Tylu nie bolały łapki:
 
1456
Tylu zostało na stałe i nie uważa się za idiotów:
 
35
Nie! dla idiotów, czyli księga skarg i wniosków.
 
Zobacz serwisy INTERIA.PL